Wrześniowy wypad w słońcu i w deszczu, gubienie szlaków w Stołówkach, szybkie zaliczenie Szczelińca, poszukiwania noclegu, deszczowe i mgliste podejście na Śnieżnik, placek po węgiersku i luksusowa wiata na nocleg.
Jeden dzień przemierzania niewielkiego pasma górskiego na granicy Czech i Niemiec, potem zwrot akcji i wypad do Pragi
Nikomu nieznane acz malownicze górki na terenie Czech, wysokości niewielkie jednak podejścia strome i męczące... a wszystko to w słoneczny wrześniowy weekend
6 dni górskiej wędrówki 300km nad kołem podbiegunowym, w słońcu i deszczu przy nieustającym świetle dnia polarnego.
Trochę szwędania się w okolicach Krutyni i Gardyńskiego w środku srogiej białej zimy.
Weekendowy marsz przez lasy Drawieńskiego Parku Narodowego, nieco ładnej jesiennej pogody i dużo październikowej szarugi.
Dobrze znane tereny południowego brzegu Śniardw - tym razem pieszo.
W pochmurny lutowy dzień wybraliśmy się do zwiedzanie nieznanych jeziorek w okolicach Mokrego.
W czasie świątecznych ferii wybraliśmy się na przechadzkę po mazurskich bezdrożach.
Czterodniowa wędrówka z Karpacza przez czeską część Karkonoszy, okolice Szklarskiej Poręby oraz dalej przez Góry Izerskie.
Kolejna jesień spńdzona na podchodzeniu jeleni, nasłuchiwaniu na ambonach i cykaniu fotek - tym razem z wyjątkowo dobrym skutkiem!
50-kilometrowy spacer wybrzeżem polskiej wyspy - klify, puste plaże, meduzy, małże, bieliki i... finały MŚ siatkarzy :-)
Śniegoloty i łąkołazy w akcji - mazurska zima w pełni w słońcu i zamieci
Przesiedziawszy cały pierwszy dzień świąt w domu postanowiliśmy przejść się do lasu i przy ognisku skonsumować pyszne świąteczne jedzenie
75 kilometrów marszu przez Puszczę Piską z pełnym ekwipunkiem :-)
Z Ukty wzdłuż biegu Krutyni aż do Nowego Mostu i Jez. Gardyńskiego
Jedna z pierwszych wypraw we wtedy jeszcze słabo znane obszary Mazurskiego Parku Krajobrazowego
Zjechawszy na Mazury na Wielkanoc nie mogliśmy przepuścić okazji by sprawdzić co w trawie piszczy, czy wszystkie jeziora, lasy i miejscowoś są dalej na swoim miejscu
Wybraliśmy się autobusem do Marksewo tylko po to by posiedziec na kładce i wrócic do domu przez ośnieżone pola